stycznia 25, 2018

Bieganie moja miłość

Bieganie moja miłość
Medale z biegów i maratonów.




















Maratony to część Wilczego życia. Zaczęło się od chęci poprawienia kondycji a skończyło na miłości do biegania długich dystansów. Tutaj zdecydowanie górą jest Bartosz, którego zapał nigdy nie gaśnie.


Mini Maraton 2013
Wszystko zaczęło się jakieś pięć lat temu. Niezdrowy tryb życia stał się przytłaczający i potrzebowałem zmian. Zacząłem biegać, robiłem to początkowo bez namysłu. Biegałem po bulwarach w Krakowie 10 km, co na start było za długim dystansem. Mimo zmęczenia, zakwasów i czasami nawet niechęci, biegałem jednak dalej zagłębiając się w techniczną stronę tej dyscypliny. Czytałem książki, które otworzyły mi oczy na prawidłowe bieganie. Tak trafiłem na pierwszym mini maraton im. Piotra Gładkiego 4,2 km. Był rok 2013 i otrzymałem swój pierwszy medal. To zaostrzyło mój apetyt na kolejne, ambitniejsze biegi. Dużo trenowałem często w deszczu czy śniegu. Już 6 czerwca 2013 roku przebiegłem VII Bieg Trzech Kopców. 2014 rok był bardzo trudny, poważne złamanie ręki zatrzymało moją pasję na wiele miesięcy. 



Bieg Trzech Kopców 2013
W 2015 roku wróciłem do biegania.  Mądrzejszy o teorie i praktykę po raz pierwszy przebiegłem ultra maraton. Był to Łemko Maraton 48 km. Organizowany 24 października w przepięknym Beskidzie Niskim. Biegliśmy tą trasą: Iwonicz Zdrój - Komańcza - Główny szlak Beskidzki (czerwony). Niespełna 90% trasy prowadziło leśnymi ścieżkami, polami, po kostki w błocie i z niesamowitymi widokami. Po tym biegu byłem szczęśliwy i wykończony, sięgałem granic mojej wytrzymałości. Następnego dnia chodzenie sprawiało mi trudność mimo to poszedłem na pysznego pstrąga do restauracji, której nazwy nie pamiętam ale znajdującej się na górce obok wielkiego pensjonatu. 

Maraton Łemkowyna


W 2016 roku skupiłem się na wzmocnieniu całego ciała biegając, jeżdżąc na rowerze, pływając i ćwicząc. To zaowocowało większą mocą i szybkością co sprawdziłem już na początku 2017 roku biegnąc zimowy Maraton Bieszczadzki w Cisnej 29 stycznia (właśnie przygotowuje się do tegorocznego, który odbędzie się 28 stycznia). Genialne przeżycie! Bieg w śniegu miejscami po kolana, zimno, wilgotno. Po drodze piękne pejzaże przykryte białym puchem. Sprawdzian wytrzymałości fizycznej i psychicznej. Po raz pierwszy po biegu miałem bardzo dużo energii i nie czułem wyczerpania. Do tegorocznego biegu zostało kilka dni i już nie mogę się doczekać tego mroźnego szaleństwa.
 
Zimowy Maraton Bieszczadzki 2017

W 2017 rok wbiegłem z medalem na szyi i na tym jednym nie zaprzestałem. Biegałem minimum 4 razy w tygodniu, na rowerze tygodniowo robiłem kilkaset km, dużo pływałem i ćwiczyłem. W marcu 2017 zdobyłem jedną z istotniejszych w moim życiu blaszek. Dokładnie 19 marca 2017 wraz z moją żoną, trzymając ją za rękę przebiegłem metę Krakowskiego Półmaratonu Marzanny. Namówiłem osobę, która nie przepada za tego rodzaju aktywnością fizyczną do spróbowania się w niej. Przed tym biegiem pokonywaliśmy trasy 10 km + i nie szło to zbyt efektywnie. Obawiałem się czy to się uda ale stało się! Na Błonia przyjechaliśmy rowerami (6 km ), przebiegliśmy niespełna 22 km w 2 h 40 minut  i wsiedliśmy na rowery (6 km). Rezultat był taki, że ja byłem dumny a Marta wykończona. Usiadła i już nie mogła wstać. Przez kolejne kilka dni bolało ją kolano i to sprawiło, że nie chce ze mną biegać maratonów. (może skusi się na 10 - tki)

Półmaraton Marzanny 2017 

Ten rok zakończyłem z przytupem biegnąc Ultra Janosika 55 km. Spiską Pętlą pod górkę i z górki. Beton, kamienie, błoto, trawa. Na trasie działo się dużo, nudno na pewno nie było. Miejsca, które widziałem były tak piękne, że już chcę tam wrócić i kto wie może będzie to szybciej niż myślę. Tutaj też poznaliśmy wspaniałych i życzliwych ludzi. Pozdrawiamy "Warszawiacy".  Mamy nadzieję do zobaczenia kiedyś na trasie. 

Ultra Janosik2017
Kończąc ten spis osiągnięć chcę Was zmotywować do dbania o siebie, swoje zdrowie i sprawność. Siedzący tryb życia narzuca nam współczesny świat a przecież te wszystkie piękne miejsca widoczne w monitorze możemy zobaczyć na żywo. Na własnych nogach przemierzając doliny, góry, miasta. Bieganie to jeden ze sposobów na dbanie o swoją kondycję. Nie jest idealny dla wszystkich jednak jeśli nie spróbujesz (Tak TY!) nie dowiesz się czy jest dla Ciebie. Pamiętaj, że jest wiele innych dyscyplin, które mogą stać się Twoją pasją i w rezultacie otrzymasz zdrowie. Bo sport to zdrowie. Wiadomo nie w nadmiarze ale jego niedomiar jest tragiczny w skutkach. Przemyśl to. Ja idę spać, Bieszczady czekają. 

Bartosz Wilk 

stycznia 15, 2018

Kalatówki - Święta w górach

Kalatówki - Święta w górach

Kasprowy Wierch


Przyszedł Nowy Rok, wszystkich ogarnia nostalgia wspomnień minionych dni. Święta i Sylwester w tym roku nie należały do jakiś specjalnie wartych uwagi. Brak śniegu zdecydowanie nie wprowadzał w ten magiczny nastrój. W poszukiwaniach białego puchu i podczas przygotowywania albumu ze zdjęciami z 2017 roku trafiliśmy na album Wigilia 2015.



Przełęcz pod Kopą Kondracką


























Jako zakochane w górach, młode małżeństwo, chcące spędzić święta tylko we dwójkę i dość nietypowo postanowiliśmy świętować na Kalatówkach. Nie jest to schronisko co miało uchronić nas przed smutną rzeczywistością. Nasze noclegi w schroniskach przebiegały zwykle dość drastycznie. Nie odczuliśmy magii gór, tej ciszy, po którą w góry chodzimy. Spotkaliśmy się wielokrotnie z nadmiernym spożyciem alkoholu, głośnym zachowaniem aż do wczesnych godzin porannych a nawet wchodzeniem na dach po alkoholu. Kalatówki, jako górski hotel miały dać nam tę upragnioną magię.

Kalatówki


Przyjechaliśmy do Zakopanego jak zwykle wcześnie rano 23.12.2015 r. W Krakowie i okolicach brak było śniegu, w ogóle brakowało go w całej Polsce. Tutaj też go nie było, co było dość smutne ale wiara w to, ze wyżej będzie go choć trochę pokrzepiała nasze serca. Szybko doszliśmy do naszego hotelu. Rozpakowaliśmy się i ruszyliśmy w stronę osławionej kolejki na Gubałówkę po raz pierwszy zobaczyć z niej widok. Dość leniwy dzień szybko minął i wróciliśmy na Kalatówki ciesząc się ciszą po drodze. Mniej więcej tak minął nam dzień pierwszy. Tutaj tylko dodamy, że noc była ekstremalna, było bardzo zimno w naszym pokoju i całym hotelu co się później okazało normą w tym miejscu.
Wigilia - 24.12.2015 r. Wstaliśmy wcześnie choć wcale nie było łatwo wystawić nos spod koca owiniętego w poszewkę. Zeszliśmy na śniadanie (tu nie ma nad czym się rozpisywać podsumujemy na końcu). Widok z restauracji był wspaniały. Co prawda bezśnieżny ale niezwykle urokliwy. Na Kasprowy wjeżdżała kolejka, wiatr delikatnie kołysał drzewami, słońce wychodziło zza drzew. Zrobiliśmy herbatę i kawę do termosów i poszliśmy na Hale Kondratową. Na szczęście mieliśmy ze sobą raczki bo w lesie kamienie były bardzo oblodzone i stwarzały spore utrudnienia. Im wyżej wchodziliśmy tym bielej było, co sprawiało nam ogromną przyjemność. Halę dobrze znaliśmy, to tu spaliśmy, w krótkiej podróży poślubnej co kiedyś pewnie opiszemy i nieco już w tym poście wspomnieliśmy o alkoholu i dachu. Dziś jednak nie o tym.

Kalatówki


Dotarliśmy na Halę Kondratową nie zbyt szybko, lód skutecznie utrudniał nam wędrówkę. Wtedy jeszcze byliśmy górskimi świeżakami, nie zdawaliśmy sobie sprawy z tego, że te raczki nie są najlepsze. Miłość do gór wygrała tu nad rozsądkiem, a dziś już zupełnie inaczej przygotowujemy się do naszych górskich wycieczek. Herbata w schronisku, kilka kanapek i czas jakby stojący w miejscu. Pełni sił i zapału postanowiliśmy iść dalej. W większości szlak był bezśnieżny i szło się super aż ściana skalna zaczęła pionowo wznosić się przed nami. Kamyk po kamyku, krok po kroku, coraz więcej śniegu (tak upragnionego w te święta) i lód pod stopami. Domyślasz się gdzie dotarliśmy? Na przełęcz pod Kopą Kondracką. Cudowne miejsce z pięknym widokiem na Polskie i Słowackie Tatry. Pogoda była wyśmienita, słońce rozgrzewało policzki i dodawało energii. Spędziliśmy tam dużo czasu popijając kawę, herbatę i jedząc kabanosy.

Przełęcz pod Kopą Kondracką

Przełęcz pod Kopą Kondracką

Przełęcz pod Kopą Kondracką

Po powrocie do hotelu na Kalatówkach było już ciemno. Wigilijna kolacja, która miała być wliczona w cenę noclegów świątecznych okazała się być dodatkowo płatna co bardzo nas rozczarowało. Czuliśmy się oszukani gdyż sam nocleg wcale nie był tani a w pokoju było tak zimno jak na zewnątrz gdyż kaloryfer był cały czas zimny. Tłumaczenie personelu było śmieszne i dopiero po upomnieniach zrobiło się nieco ciepłej. Chcąc polepszyć sobie humor poszliśmy robić nocne zdjęcia i to był strzał w dziesiątkę. Kasprowy cudnie rozświetlał okolicę a prawie bezchmurne niebo migotało blaskiem gwiazd.

Kasprowy Wierch
Kasprowy Wierch
















































W Boże Narodzenie zmarznięci po kolejnej nocy bez ogrzewania postanowiliśmy wracać do domu wcześniej. Po śniadaniu będącym resztkami kolacji Wigilijnej spakowaliśmy nasze plecaki i się wymeldowaliśmy.

Podsumowując nasze święta w górach mamy dwa uczucia, które idealnie tu pasują.
Wdzięczność do Gór, które pokazały nam swoje piękno, pozwoliły dotknąć śnieg, zobaczyć gwiazdy i bezpiecznie wrócić do domu.

Rozczarowanie "hotelem", który okazał się być najzwyczajniej schroniskiem z łazienką w pokoju. Ludźmi którzy zamiast wprowadzenia świątecznej magii dbali tylko o pieniądze i nie dbali o ciepłe pokoje czy wywiązanie się z umowy jaką była kolacja Wigilijna wliczona w cenę noclegu. To zachowanie bardzo nas zniesmaczyło i jak najbardziej rozumiemy, że wszystko kosztuje a to były święta. Jednak wszystko miało być w cenie zamówionych 3 noclegów, które były bardzo drogie jak na to miejsce i warunki.

stycznia 10, 2018

Szybki deser

Szybki deser
Dziś szybciutko i kulinarnie :)

W naszym codziennym żywieniu wraz z Nowym Rokiem zmieniło się wiele. Walczymy z ilością i częstotliwością jedzenia. Dbamy o jego jakość dużo bardziej niż do tej pory. Pijemy soki z owoców i warzyw, które sami robimy.

Wszystkie te zmiany mają za zadanie wprowadzić w nasze życie zdrowie i odporność. Słodycze w tym wypadku są niemile widziane ale tylko te ze sklepowej półki, na których etykiecie jest wypisane bardzo dużo dziwnych substancji. Słodkości natomiast uwielbiamy i staramy się by jeść te zdrowsze, domowe. Dziś podzielimy się jednym z takich przepisów a niedługo pokażemy nasze ulubione zestawienia warzyw i owoców w niezwykłych smakach soków z sokowirówki. 



Delikatny krem z owocami.

Składniki:

Śmietanka 30 %
Serek mascarpone
1 łyżka miodu
1 gruszka 
2 banany
1 jabłko
2 kiwi





Sposób przygotowania:

1. Śmietankę ubić na sztywno, dodać ser mascarpone i miód. Zmiksować na gładką masę.
2. Owoce umyć i pokroić w kostkę. Banany w talarki.
3. Układać: Banan, gruszka, krem, jabłko, kiwi, krem. 
4. Można ładnie udekorować i zajadać się.

Ostrzegamy uzależnia! 

grudnia 24, 2017

Cicha Noc...

Cicha Noc...

Bartosz Wilk Sax



Nastał ten magiczny czas. Za kilka godzin wszyscy usiądziemy do stołów uginających się pod pysznościami. Przełamiemy się opłatkiem, zaśpiewamy kolędy i zjemy wszystkie dwanaście potraw z niecierpliwością spoglądając pod choinkę. Nie będziemy więc zatrzymywać Was u nas na blogu zbyt długo. Chcemy tylko podzielić się z Wami życzeniami;
Niechaj te święta że śniegiem czy bez będą dla Ciebie pełne ciepła, miłości, uśmiechu i łez wzruszenia. Niech będą wspomnieniem tych, którzy odeszli oraz radością przebywania z tymi, którzy z Tobą są. Życzymy aby wszystkie potrawy były smakowite a naczynia po nich w magiczny sposób same się umyły. Niechaj ten świąteczny czas będzie dla Ciebie pełen odpoczynku.
Życzą Tobie i Twoim bliskim
Marta i Bartosz Wilk

Zaśpiewajmy wspólnie Cichą Noc;





Saksofon; Bartosz Wilk Sax
Zdjęcia i filmy; Wilcze pstryki 
Montaż Bartosz i Marta Wilk 

grudnia 22, 2017

Pokonać słabość - góry zimą

Pokonać słabość - góry zimą
Willa Wisienka

Dziś przejmuje nasz blog. Potrzebuję się z Wami czymś podzielić. Myślę, że każdy w swoim życiu przeżywa chwilę zwątpienia, która miesza się z bólem, smutkiem i złością. Dziś o świcie idąc przed siebie z zamiarem wejścia nad Czarny Staw Gąsienicowy. Trasę rozpoczęliśmy (Ja i Bartosz oczywiście) przemierzając trzy kilometry do Kuźnic i to było dla mnie wręcz zabójcze podejście. Dzień wcześniej nagrywaliśmy na Kalatówkach niespodziankę muzyczną dla miłośników saksofonowego dźwięku. Zaczęliśmy bardzo ale wybraliśmy się jeszcze na Krupówki. Skutek był taki, że późno poszliśmy spać i po 4h snu wstaliśmy by wcześnie zacząć spacer. Nie dotarliśmy nawet do Kuźnic, gdzie szlak do Murowańca się rozpoczyna. Dopadło mnie skrajne zmęczenie. Przez cztery ostatnie lata chodzę po górach w każdych warunkach pogodowych, we wszystkie pory roku, w dalekie i bliskie trasy. Dziś jednak moja siła straciła na mocy, psychika się poddała,plecak stał się ciężki niczym głaz. Zrzuciłam go z pleców i oparłam się o drzewo chcąc już tylko spać. Nie iść ani w jedną ani w drugą stronę, tylko spać. Mróz wdzierał się w każdy zakamarek ubrań a sen zdawał się być niezwykle ogrzewający. Bartek widząc co się dzieje zabrał mój plecak i powiedział albo idziemy w górę i ja wniosę Ci plecak albo wracamy. To ja miałam podjąć decyzję. 


Kalatówki



Postanowiłam, że wracamy. Bartek się zgodził ale widziałam jego rozczarowanie. Chwilę jeszcze przytulona do drzewa regenerowałam ciało i psychikę, która coraz bardziej dawała mi w kość wściekając się na mnie, że się poddaję. Minęło 15 minut gdy zaczęłam powoli kroczyć w stronę noclegu ale zwróciłam. Zdecydowałam, że idziemy w góry i nie tracimy czasu. Zmieniłam tylko nasze docelowe miejsce, postanowiłam iść na Kalatówki. 

Hala Kondratowa



Jeśli znasz szlak do Kalatówek bezpośrednio z Kuźnic to wiesz, że początek jest lekko męczący. Bartek niosąc swój plecak i mój (Podkreślę, że ważyły dużo. Termosy, raki, aparat, obiektywy, statyw, jedzenie i dodatkowe ubrania były przygotowane na Czarny Staw Gąsienicowy) wdrapywał się pod górkę. Podziwiam Go za jego wytrwałość i wytrzymałość. Ja mimo braku obciążenia na plecach szłam tracąc siły z każdym krokiem. Nie chciałam się poddać wiedząc, że kawałek dalej będzie już płasko. Udało się, Bartek cały czerwony i rozgrzany od szybkiego marszu wniósł nasze plecaki pod budkę opłat (gdzie my wszyscy = naród płacimy za wejście do Narodowego parku =naszego) i tak jak obiecałam dalej dźwigałam swój bagaż. Na miejsce doszliśmy bardzo szybko i daliśmy sobie godzinę odpoczynku. 
Kalatówki - Szlak na Halę Kondratową

Hala Kondratowa

To była dobra decyzja. Ciepła herbata, posiłek i byliśmy jak nowo narodzeni. Cieszę się, że się na siebie zezłościłam i postanowiłam iść dalej. Dzięki temu spędziłam cały dzień w pięknym otoczeniu przyrody. To tutaj, właśnie w górach odpoczywa mi się najlepiej. Czasem chce więcej, wyżej, szybciej. Są jednak dni gdy doceniam brak pośpiechu, spokój i cieszę się ciszą usadowiając sobie, że jest to dobre. Dodam tylko na zakończenie, że wycieczka nie zakończyła się na Kalatówkach, poszliśmy jeszcze na Hale Kondratową i w sumie przeszliśmy ponad 18 km. To imponujący wynik biorąc pod uwagę początek tego dnia. Uciekam piec krokiety i obiecuję, że jeszcze w tym tygodniu opublikuję dla Was prezent.

Hala Kondratowa - widok na Przełęcz Kondracką
Schronisko Hala Kondratowa 


Schronisko na Hali Kondratowej





grudnia 14, 2017

Budapeszt - pieszo w jeden dzień

Budapeszt - pieszo w jeden dzień
Budapeszt? Jakieś miasto, leżące gdzieś... Nieistotne dla nas. Do czasu, aż pewien przewoźnik wrzucił na swoją stronę informacje o promocyjnej cenie na bilety. Za dwie osoby w dwie strony zapłaciliśmy nie całe 60zł!!! Bilety kupione, pora dowiedzieć się gdzie jedziemy...

Budapeszt - stolica Węgier, miasto perła. Architektura, przepych, ujmująca kultura i język, który ciężko zrozumieć miesza się tu z biedą. Bezdomni śpią dosłownie wszędzie. Co ciekawe są zupełnie nieszkodliwi. Przynajmniej w naszym odczuciu. Jednodniowa wycieczka do tego pełnego przepychu miasta wydawała się być szaleństwem. Planowaliśmy dużo zwiedzić, jeździć miejską komunikacją i zjeść tutejsze przysmaki a do domu wrócić z butelką Tokaju. Z tych wizji zapisanych na kartce po godzinach spędzonych przy monitorze komputera przeszukując wszystkie internetowe bazy donoszące o Budapeszcie, zostało niewiele. Ku naszemu zdumieniu nie weszliśmy nigdzie by zwiedzać wnętrza! Pogoda nas nie potraktowała łaskawie, deszcz lał niczym z odkręconego prysznica. Zupełnie nie rozumiemy dlaczego mieliśmy ze sobą tylko letnie ciuszki i peleryny, które dotarły do nas dzień przed wielkim zwiedzaniem. Może dlatego, że był to czerwiec 2016 roku.




Dotarliśmy do Budapesztu nad ranem, przeszliśmy do metra i podjechaliśmy do centrum, gdzie rozpoczęło się nasze piesze zwiedzanie. Bez planu wycieczki, bez listy miejsc do zobaczenia czy potraw do skosztowania. Szliśmy przed siebie...

 Pałac Wenckheim /  Metropolitan Ervin Szabó Library
Węgierskie Muzeum Narodowe


Synagoga przy ul. Dohany
Tramwaj w Budapeszcie



Pałac Wenckheim / Metropolitan Ervin Szabó Library  

Początkowo pałac wybudowany na zlecenie hrabiego Frigysa Wenckheima przez wybitnego architekta Arthura Meininga w XIXw. Po śmierci hrabiego pałac był używany na wiele sposobów, początkowo jako Stowarzyszenie Stolarzy, później klub partii politycznych czy dziennikarzy. Dziś stanowi on główny budynek biblioteki Centralnej.  Co to za miejsce dowiedzieliśmy się już w domu, a trafiliśmy tutaj zupełnie przypadkiem.


Węgierskie Muzeum Narodowe

Jest to największe muzeum na Węgrzech. Wbudowane w latach 1837 -1847.  Budzi podziw wśród turystów dzięki neoklasycznemu portykowi wieńczącemu wysokie schody, ozdobionemu wspaniałymi rzeźbami. Dla nas ciekawy był również ogród, w którym to muzeum się znajduje.

Węgierskie Muzeum Narodowe


Synagoga

Budzi podziw swoją wielkością i wyglądem. Zalicza się ją do dziesięciu najlepszych zabytków Budapesztu. Mieści się w niej Węgierskie Muzeum Żydowskie. W środku nie byliśmy ale zaciekawiła nas ta bryła.


Bazylika św. Stefana w Budapeszcie
Bazylika św. Stefana w Budapeszcie


Fontanna przy Szabadsag ter
Pomnik okupacji niemieckiej przy Szabadsag ter 



Bazylika św. Stefana

Od 1905 roku największy kościół stolicy Węgier usytuowany w Peszcie. Może pomieścić prawie dziewięć tysięcy wiernych! Jest ogromna, monumentalna i przepiękna! Ciekawostką jest piwnica sięgająca trzech pięter wgłąb ziemi. Niestety mimo ogromnych chęci nie udało się nam wejść do środka Bazyliki, Brama przed głównym wejściem była zamknięta.
Bazylika św. Stefana w Budapeszcie

Baszta Rybacka

Jeden z najbardziej znanych zabytków Budapesztu. Neoromańska budowla wznosi się nad brzegiem Dunaju prezentując zapierający dech w piersiach widok na Parlament, wyspę Małgorzaty, Górę Gallerta i całą okolicę. Wejście na Basztę jest płatne a cena zależna jest od tego co konkretnie chcemy tam zwiedzić. Nam nie chciało się stamtąd schodzić! Widok rewelacja. 

Baszta Rybacka Budapeszt
Baszta Rybacka Budapeszt


Baszta Rybacka Budapeszt i Kościół św. Macieja
Baszta Rybacka Budapeszt

Widok z Baszty Rybackiej Budapeszt. 



Parlament Budapeszt
Parlament Budapeszt


Linia tramwajowa tuż pod Parlamentem w Budapeszcie 
Widok z placu  Kossuth Lajos 

Parlament

Symbol Budapesztu i Węgier, wznoszący się nad brzegiem Dunaju onieśmiela swym pięknem i wielkością. Jest ogromnym budynkiem, mieści się w nim niespełna 700 pomieszczeń! Do jego budowy zużyto 40 milionów cegieł a przyozdobiono go niemal pół miliona kamieniami i 40 kilo złota. Bez wątpienia jest niezwykle bogata perełka architektury. Główne wejście znajduje się od strony placu Kossuth Lajos tér, na którym stoi pomnik Lajosa Kossutha. To idealne miejsce by przysiąść na ławce z kubkiem kawy w ręku i czytać książkę. Tym razem nie udało nam się zwiedzić żadnej części Parlamentu. Deszczowa pogoda przyciągnęła bowiem ogromne ilości turystów do środka i musielibyśmy czekać w kolejce długie godziny. Zrezygnowaliśmy by pójść w deszczu na Górę Gellerta...




Schody na Górę Gellerta

W połowie drogi na szczyt Góry Gellerta


Góra Gellerta


Copyright © 2016 wilkinaszlaku , Blogger