Pokazywanie postów oznaczonych etykietą o nas. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą o nas. Pokaż wszystkie posty

stycznia 25, 2018

Bieganie moja miłość

Bieganie moja miłość
Medale z biegów i maratonów.




















Maratony to część Wilczego życia. Zaczęło się od chęci poprawienia kondycji a skończyło na miłości do biegania długich dystansów. Tutaj zdecydowanie górą jest Bartosz, którego zapał nigdy nie gaśnie.


Mini Maraton 2013
Wszystko zaczęło się jakieś pięć lat temu. Niezdrowy tryb życia stał się przytłaczający i potrzebowałem zmian. Zacząłem biegać, robiłem to początkowo bez namysłu. Biegałem po bulwarach w Krakowie 10 km, co na start było za długim dystansem. Mimo zmęczenia, zakwasów i czasami nawet niechęci, biegałem jednak dalej zagłębiając się w techniczną stronę tej dyscypliny. Czytałem książki, które otworzyły mi oczy na prawidłowe bieganie. Tak trafiłem na pierwszym mini maraton im. Piotra Gładkiego 4,2 km. Był rok 2013 i otrzymałem swój pierwszy medal. To zaostrzyło mój apetyt na kolejne, ambitniejsze biegi. Dużo trenowałem często w deszczu czy śniegu. Już 6 czerwca 2013 roku przebiegłem VII Bieg Trzech Kopców. 2014 rok był bardzo trudny, poważne złamanie ręki zatrzymało moją pasję na wiele miesięcy. 



Bieg Trzech Kopców 2013
W 2015 roku wróciłem do biegania.  Mądrzejszy o teorie i praktykę po raz pierwszy przebiegłem ultra maraton. Był to Łemko Maraton 48 km. Organizowany 24 października w przepięknym Beskidzie Niskim. Biegliśmy tą trasą: Iwonicz Zdrój - Komańcza - Główny szlak Beskidzki (czerwony). Niespełna 90% trasy prowadziło leśnymi ścieżkami, polami, po kostki w błocie i z niesamowitymi widokami. Po tym biegu byłem szczęśliwy i wykończony, sięgałem granic mojej wytrzymałości. Następnego dnia chodzenie sprawiało mi trudność mimo to poszedłem na pysznego pstrąga do restauracji, której nazwy nie pamiętam ale znajdującej się na górce obok wielkiego pensjonatu. 

Maraton Łemkowyna


W 2016 roku skupiłem się na wzmocnieniu całego ciała biegając, jeżdżąc na rowerze, pływając i ćwicząc. To zaowocowało większą mocą i szybkością co sprawdziłem już na początku 2017 roku biegnąc zimowy Maraton Bieszczadzki w Cisnej 29 stycznia (właśnie przygotowuje się do tegorocznego, który odbędzie się 28 stycznia). Genialne przeżycie! Bieg w śniegu miejscami po kolana, zimno, wilgotno. Po drodze piękne pejzaże przykryte białym puchem. Sprawdzian wytrzymałości fizycznej i psychicznej. Po raz pierwszy po biegu miałem bardzo dużo energii i nie czułem wyczerpania. Do tegorocznego biegu zostało kilka dni i już nie mogę się doczekać tego mroźnego szaleństwa.
 
Zimowy Maraton Bieszczadzki 2017

W 2017 rok wbiegłem z medalem na szyi i na tym jednym nie zaprzestałem. Biegałem minimum 4 razy w tygodniu, na rowerze tygodniowo robiłem kilkaset km, dużo pływałem i ćwiczyłem. W marcu 2017 zdobyłem jedną z istotniejszych w moim życiu blaszek. Dokładnie 19 marca 2017 wraz z moją żoną, trzymając ją za rękę przebiegłem metę Krakowskiego Półmaratonu Marzanny. Namówiłem osobę, która nie przepada za tego rodzaju aktywnością fizyczną do spróbowania się w niej. Przed tym biegiem pokonywaliśmy trasy 10 km + i nie szło to zbyt efektywnie. Obawiałem się czy to się uda ale stało się! Na Błonia przyjechaliśmy rowerami (6 km ), przebiegliśmy niespełna 22 km w 2 h 40 minut  i wsiedliśmy na rowery (6 km). Rezultat był taki, że ja byłem dumny a Marta wykończona. Usiadła i już nie mogła wstać. Przez kolejne kilka dni bolało ją kolano i to sprawiło, że nie chce ze mną biegać maratonów. (może skusi się na 10 - tki)

Półmaraton Marzanny 2017 

Ten rok zakończyłem z przytupem biegnąc Ultra Janosika 55 km. Spiską Pętlą pod górkę i z górki. Beton, kamienie, błoto, trawa. Na trasie działo się dużo, nudno na pewno nie było. Miejsca, które widziałem były tak piękne, że już chcę tam wrócić i kto wie może będzie to szybciej niż myślę. Tutaj też poznaliśmy wspaniałych i życzliwych ludzi. Pozdrawiamy "Warszawiacy".  Mamy nadzieję do zobaczenia kiedyś na trasie. 

Ultra Janosik2017
Kończąc ten spis osiągnięć chcę Was zmotywować do dbania o siebie, swoje zdrowie i sprawność. Siedzący tryb życia narzuca nam współczesny świat a przecież te wszystkie piękne miejsca widoczne w monitorze możemy zobaczyć na żywo. Na własnych nogach przemierzając doliny, góry, miasta. Bieganie to jeden ze sposobów na dbanie o swoją kondycję. Nie jest idealny dla wszystkich jednak jeśli nie spróbujesz (Tak TY!) nie dowiesz się czy jest dla Ciebie. Pamiętaj, że jest wiele innych dyscyplin, które mogą stać się Twoją pasją i w rezultacie otrzymasz zdrowie. Bo sport to zdrowie. Wiadomo nie w nadmiarze ale jego niedomiar jest tragiczny w skutkach. Przemyśl to. Ja idę spać, Bieszczady czekają. 

Bartosz Wilk 

stycznia 15, 2018

Kalatówki - Święta w górach

Kalatówki - Święta w górach

Kasprowy Wierch


Przyszedł Nowy Rok, wszystkich ogarnia nostalgia wspomnień minionych dni. Święta i Sylwester w tym roku nie należały do jakiś specjalnie wartych uwagi. Brak śniegu zdecydowanie nie wprowadzał w ten magiczny nastrój. W poszukiwaniach białego puchu i podczas przygotowywania albumu ze zdjęciami z 2017 roku trafiliśmy na album Wigilia 2015.



Przełęcz pod Kopą Kondracką


























Jako zakochane w górach, młode małżeństwo, chcące spędzić święta tylko we dwójkę i dość nietypowo postanowiliśmy świętować na Kalatówkach. Nie jest to schronisko co miało uchronić nas przed smutną rzeczywistością. Nasze noclegi w schroniskach przebiegały zwykle dość drastycznie. Nie odczuliśmy magii gór, tej ciszy, po którą w góry chodzimy. Spotkaliśmy się wielokrotnie z nadmiernym spożyciem alkoholu, głośnym zachowaniem aż do wczesnych godzin porannych a nawet wchodzeniem na dach po alkoholu. Kalatówki, jako górski hotel miały dać nam tę upragnioną magię.

Kalatówki


Przyjechaliśmy do Zakopanego jak zwykle wcześnie rano 23.12.2015 r. W Krakowie i okolicach brak było śniegu, w ogóle brakowało go w całej Polsce. Tutaj też go nie było, co było dość smutne ale wiara w to, ze wyżej będzie go choć trochę pokrzepiała nasze serca. Szybko doszliśmy do naszego hotelu. Rozpakowaliśmy się i ruszyliśmy w stronę osławionej kolejki na Gubałówkę po raz pierwszy zobaczyć z niej widok. Dość leniwy dzień szybko minął i wróciliśmy na Kalatówki ciesząc się ciszą po drodze. Mniej więcej tak minął nam dzień pierwszy. Tutaj tylko dodamy, że noc była ekstremalna, było bardzo zimno w naszym pokoju i całym hotelu co się później okazało normą w tym miejscu.
Wigilia - 24.12.2015 r. Wstaliśmy wcześnie choć wcale nie było łatwo wystawić nos spod koca owiniętego w poszewkę. Zeszliśmy na śniadanie (tu nie ma nad czym się rozpisywać podsumujemy na końcu). Widok z restauracji był wspaniały. Co prawda bezśnieżny ale niezwykle urokliwy. Na Kasprowy wjeżdżała kolejka, wiatr delikatnie kołysał drzewami, słońce wychodziło zza drzew. Zrobiliśmy herbatę i kawę do termosów i poszliśmy na Hale Kondratową. Na szczęście mieliśmy ze sobą raczki bo w lesie kamienie były bardzo oblodzone i stwarzały spore utrudnienia. Im wyżej wchodziliśmy tym bielej było, co sprawiało nam ogromną przyjemność. Halę dobrze znaliśmy, to tu spaliśmy, w krótkiej podróży poślubnej co kiedyś pewnie opiszemy i nieco już w tym poście wspomnieliśmy o alkoholu i dachu. Dziś jednak nie o tym.

Kalatówki


Dotarliśmy na Halę Kondratową nie zbyt szybko, lód skutecznie utrudniał nam wędrówkę. Wtedy jeszcze byliśmy górskimi świeżakami, nie zdawaliśmy sobie sprawy z tego, że te raczki nie są najlepsze. Miłość do gór wygrała tu nad rozsądkiem, a dziś już zupełnie inaczej przygotowujemy się do naszych górskich wycieczek. Herbata w schronisku, kilka kanapek i czas jakby stojący w miejscu. Pełni sił i zapału postanowiliśmy iść dalej. W większości szlak był bezśnieżny i szło się super aż ściana skalna zaczęła pionowo wznosić się przed nami. Kamyk po kamyku, krok po kroku, coraz więcej śniegu (tak upragnionego w te święta) i lód pod stopami. Domyślasz się gdzie dotarliśmy? Na przełęcz pod Kopą Kondracką. Cudowne miejsce z pięknym widokiem na Polskie i Słowackie Tatry. Pogoda była wyśmienita, słońce rozgrzewało policzki i dodawało energii. Spędziliśmy tam dużo czasu popijając kawę, herbatę i jedząc kabanosy.

Przełęcz pod Kopą Kondracką

Przełęcz pod Kopą Kondracką

Przełęcz pod Kopą Kondracką

Po powrocie do hotelu na Kalatówkach było już ciemno. Wigilijna kolacja, która miała być wliczona w cenę noclegów świątecznych okazała się być dodatkowo płatna co bardzo nas rozczarowało. Czuliśmy się oszukani gdyż sam nocleg wcale nie był tani a w pokoju było tak zimno jak na zewnątrz gdyż kaloryfer był cały czas zimny. Tłumaczenie personelu było śmieszne i dopiero po upomnieniach zrobiło się nieco ciepłej. Chcąc polepszyć sobie humor poszliśmy robić nocne zdjęcia i to był strzał w dziesiątkę. Kasprowy cudnie rozświetlał okolicę a prawie bezchmurne niebo migotało blaskiem gwiazd.

Kasprowy Wierch
Kasprowy Wierch
















































W Boże Narodzenie zmarznięci po kolejnej nocy bez ogrzewania postanowiliśmy wracać do domu wcześniej. Po śniadaniu będącym resztkami kolacji Wigilijnej spakowaliśmy nasze plecaki i się wymeldowaliśmy.

Podsumowując nasze święta w górach mamy dwa uczucia, które idealnie tu pasują.
Wdzięczność do Gór, które pokazały nam swoje piękno, pozwoliły dotknąć śnieg, zobaczyć gwiazdy i bezpiecznie wrócić do domu.

Rozczarowanie "hotelem", który okazał się być najzwyczajniej schroniskiem z łazienką w pokoju. Ludźmi którzy zamiast wprowadzenia świątecznej magii dbali tylko o pieniądze i nie dbali o ciepłe pokoje czy wywiązanie się z umowy jaką była kolacja Wigilijna wliczona w cenę noclegu. To zachowanie bardzo nas zniesmaczyło i jak najbardziej rozumiemy, że wszystko kosztuje a to były święta. Jednak wszystko miało być w cenie zamówionych 3 noclegów, które były bardzo drogie jak na to miejsce i warunki.

października 30, 2017

Wilki na szlaku czyli kto?

Wilki na szlaku czyli kto?
Wilki na szlaku czyli kto?




Jesteśmy małżeństwem, które połączyła miłość do długich wędrówek. Pierwsza z górskich wycieczek zakończyła się zaręczynami. To były nasze początki, kondycja nas obojga dawała wiele do życzenia. Bartosz wybrał miejsce wszystkim znane - Morskie Oko. Tutaj po morderczej wspinaczce pod górę klęknął z pierścionkiem w ręce. Co miałam zrobić? Przecież nie miałam wyjścia, wizja samodzielnego powrotu z tej olbrzymiej wysokości była przerażająca. W tej sytuacji jedyną słuszną odpowiedzią było powiedzieć - Tak.
Wspólnie pokonywaliśmy nasze lęki. Góry pomogły nam pozbyć się strachu przed wysokością, chodzeniu po lesie nocą i wielu innych. Dziś bez problemu stoimy na urwisku podziwiając roztaczający się przed nami widok.

Wraz z upływającym czasem gromadzimy nowe szpilki na mapie gór. Często też trafiamy z typowego górskiego szlaku na ten miejski podróżując po Polsce i jej okolicach. Przez cztery lata wspólnego życia zgromadziliśmy tysiące zdjęć, setki spostrzeżeń i wspomnień. Zjedliśmy niezliczoną ilość pysznych dań przyrządzonych samodzielnie i tych podawanych do stolika za sprawą czarodziejskiej siły plastikowej karty. Poznaliśmy wiele ciekawych kultur, gwar, historii. Spotkaliśmy wiele życzliwych osób i trafiliśmy na kilka maratonów i półmaratonów. Tyle doświadczeń i przygód w naturalny sposób rozwinęło w nas chęć dzielenia się tym co dla nas piękne, radosne, smaczne i ciekawe. W głowie długo snuły się plany aż wreszcie wymyśliliśmy idealną nazwę i startujemy z blogiem, który poruszy Waszą wyobraźnię, rozbudzi serca do działania, nauczy tanio i miło podróżować oraz jeść smacznie i samemu gotować. Zapraszamy w niekończącą się podróż pełna przygód.





Marta - Żona, fotograf, pasjonatka dwóch kółek oraz miłośniczka gór. Uwielbia gotować, planować, pisać, malować, rysować, kaligrafować oraz pić kawę. Chętnie porozmawia, wysłucha, doradzi zawsze znajdzie rozwiązanie. Kobieta o wielu twarzach. Podejmowała się w życiu wielu prac w najróżniejszych często odległych od siebie profesjach. Jej ulubiony sport to jazda na rowerze, ale nie myślcie, że to jej jedyna sportowa aktywność. Chodzenie po górach, bieganie, pływanie czy gra w badmintona również znajdują się w sportowym menu Marty. Niezwykle ciepła i pełna empatii zaprasza każdego kto ma w sobie radość życia do zajrzenia w Jej ciekawy świat. Nie raz Was zaskoczy, zainspiruje, skorzystajcie z Jej zaproszenia do Wilczego Świata. Inspiratorka powstania blogu, fan page-a Wilkinaszlaku oraz właścicielka marki Wilcze pstryki






Bartosz - Mąż, muzyk, nauczyciel, biegacz. Typowy Wilk, w domu nie usiedzi, ciągnie go do lasu🙂 Morskie Oko wybrał na zaręczyny i tak zaczęła się nasza miłość. Również ta do gór, dolinek, lasów i natury. Każdą wolną chwilę spędzamy na planowaniu wycieczek lub  na szlaku. To On jest tym, który zawsze myśli pozytywnie. Gdy pada jest szaro i deszczowo Bartek mówi "ale dzisiaj mamy piękny dzień". Ma na swoim koncie kilka maratonów po kolana w błocie i śniegu. Kraków i jego okolice przemierza na rowerze. Bartosz Wilk Sax
Copyright © 2016 wilkinaszlaku , Blogger